Pojechałam dzisiaj z dzieciakami na festyn miało być fajnie i beztrosko, czas zabawy i relaksu. I tak było aż....... uwaga komunikat......... za chwilę wśród Państwa pojawią się wolontariusze z puszkami i będą zbierać na operację i kosztowne leczenie dla A...... W....... mieszkańca naszej gminy.
Co jak to? Czy to ten AW? Nie niemożliwe, przecież bym wiedziała. Biegnę co tchu do mamy. Mamo czy to nasz AW? Czy to on?
Tak córcia, nie chciałam Ci nic mówić bo masz dość swoich problemów.
Ale ?????????? Co??????? Jak??????????????
Mamcia mówi, że to chłoniak anaplastyczny, chemiooporny...................
słowa uciekają, łzy płyną po policzkach, milion myśli w głowie i znowu ta bezsilność.............
Koniec festynu, zbieram dzieciaki, czas do domu.
AW to mój bliski kuzyn, wysportowany 26-letni chłopak, zawodowy piłkarz, zawsze uśmiechnięty, wygadany i pełen optymizmu. Niedawno mnie pocieszał, kuzynka mówił My możemy wszystko, My mamy moc, nie poddawaj się , wal do przodu, dasz radę. A teraz On , On musi walczyć, iść do przodu.
I czym są teraz moje problemy? Co ja mogę straci? Dom, samochód? Czy to ma jakieś znaczenie? On młody chłopak, pełen zapału, musi dzisiaj walczyć o życie, musi walczy o każdą daną mu sekundę. Ale wygra, musi bo My mamy moc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz