piątek, 31 stycznia 2014

Czarne chmury nad głową mą !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Na niebie wciąż wiszą czarne, ciężkie chmury, w sercu zadra i złość, w głowie tysiące myśli i ta otaczająca mnie zewsząd bezsilność. Co zrobić, jak żyć, jak zebrać się do kupy?????????? 
Pytania bez odpowiedzi, odpowiedzi bez sensu, milion niewypowiedzianych słów, morze wylanych łez................ głupia po co ci to było? no po co? 
Jak poukładać świat? Jak nauczyć się żyć od nowa? Jak? Jak? 
Zna ktoś odpowiedź, kto ją zna?

wtorek, 28 stycznia 2014

Wszystko do dupy !!!!!!

Spuszczam głowę, wlepiam przestraszone oczy w podłogę i czekam, nie wiem na co- może na lepsze jutro?
Mam dość, dość tej walki, patrzę na błagające oczy mojego dziecka, mamo kończą mi się ferie a nigdzie nie byłam nawet na basenie. Dziecko gdybym tylko mogła uchyliłabym ci nieba, wybacz jestem bezradna. Jestem matką do dupy, nic mi się nie chce, nie chce mi się wstać z łóżka, robić obiadu, sprzątać, nic po prostu nic.................
Jak żyć , skąd czerpać siłę do walki???????????????? Jak???????????? Czy ktoś mi odpowie :( Sama pośród ludzi niby bliskich a jednak tak dalekich.............................

sobota, 25 stycznia 2014

Mam już dość ospy :(

Trzeci tydzień zmagań z ospą , tragedia. Młoda przyniosła do domu, wyhodowała, przebyła i zapomniała. Ale w spadku po niej ospę odziedziczył mały, w dodatku trzy razy gorzej, bo nie ma miejsca bez krostek, po prostu są wszędzie na nogach, stopach udach, siusiaku, brzuchu itd a nawet w buzi na języku i w uszach, masakra!!!!!!! Choróbstwa idźcie precz!!!!!!!!!!!!!!!!

A poza tym jakoś leci, miałam w piątek rozmowę o pracę, super mi się podobało ale zobaczymy czy HR-owcom ja się spodobałam, oby :) Trzymajcie kciuki, może w końcu wszystko zacznie się układać.

No i pamiętajcie, że
DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

środa, 22 stycznia 2014

ANIOŁY SĄ WŚRÓD NAS !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kochani, dzisiaj się przekonałam, że prawdziwa przyjaźń istnieje :) Jedna jedyna na wieki, przyjaźń jeszcze z czasów szkolnych, z jednej ławki, przetrwała i właśnie przeszła swoją próbę. Dziękuję, dziękuję, kocham, kocham :)
Tak więc walczymy dalej
BO DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


sobota, 18 stycznia 2014

Kocham wekendy.....................

nie dlatego, że jestem leniwa, ale w wekend można żyć spokojnie, nie bać się odwiedzin komornika, listonosza z kolejnym upomnieniem itd itp..... Uwielbiam ten błogi spokój. 
Upiekłam wczoraj ciacho, zaopatrzyłam ( skromnie ale jest) lodówkę i możemy odpoczywać  :) Dół minął, trochę rozjaśniło się niebo, jest nadzieja, może nadejdzie pomoc, ale jeszcze nie zapeszam bo nie wiem nic na 100%. 
Od pewnego czasu czytam blogi dzieci chorych na raka ( a raczej ich rodziców którzy przechodzą piekło), może to egoistyczne, ale to właśnie oni dają mi siłę do walki, bo czymże są moje problemy finansowe w obliczu ich problemów? Oni nie dość, że mają poważnie chore dziecko, to jeszcze muszą martwić się o fundusze na jego liczenie, bo w tym cholernym kraju nic nie ma, nawet porządnej opieki medycznej, socjala, kompletnie nic, niedługo nie będzie też znajomych bo z roku na rok coraz więcej ich wyjeżdża za granicę....
No cóż pozostaje żal, gorycz i nic więcej...................
Ale my walczymy dalej BO DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

czwartek, 16 stycznia 2014

NADAL DÓŁ I STRACH!!!!!!!!!!!!!!!!!

Coś dziwnego dzieje się z moim ciałem, ręce drżą a ciało oblewa zimny pot i ten wewnętrzny nieopisany ból...........................
Nic nie wychodzi, chyba jestem nikim i do niczego, nie umiem zadbać o rodzinę................ Nie chce mi się żyć, mam dość, a miało być już dobrze i znowu jestem w czarnej dupie. 
Wewnątrz wołam pomocy, pomocy......................., wmawiam sobie DASZ RADĘ, MUSISZ, WALCZ, ale moja siła podświadomości chyba jest słaba.
Idę spać chociaż to 13 to mój mózg żąda odpoczynku.:(

środa, 15 stycznia 2014

Dół, dół, wielki dół!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dzisiaj znowu złapał mnie dół, mam dość, nie wiem czy damy radę. Mąż nadal bez roboty siedzi w domu już czwarty tydzień, zaczyna brakować kasy na życie a o rachunkach już nie wspomnę :( Kiepsko, bardzo kiepsko, chyba łapie mnie deprecha, jestem jakaś apatyczna, a w nocy oblewa mnie zimny pot. Miliony myśli kołata po głowie i ta bezsilność która mnie rozkłada na łopatki :( I jak tu się ogarnąć i zebrać do kupy:(

MAM DOŚĆ DOŚĆ DOŚĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Kochani, dzisiaj dzień minął w miarę spokojnie, rozpoczęłam negocjacje z komornikiem ( jak się okazało to też człowiek), zobaczymy co z tego wyjdzie :)Trzymajcie kciuki, a tak poza tym praca, dom, dzieci.....................
Muszę to wszystko jakoś ogarnąć, co prawda emocje z piątku jeszcze trzymają, ale cóż, widmo utraty domu każdemu podniosłoby ciśnienie.
Dzisiaj chciałam napisać Wam, jak przez ostatni rok zweryfikowało się grono naszych znajomych, przyjaciół a nawet rodziny. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale jednego się nauczyłam, najmniej mogę dzisiaj liczyć na tych którym kiedyś najwięcej pomogłam........
Zostali przy nas tylko nieliczni, ale za to ci prawdziwi........
Otóż prowadziliśmy bardzo towarzyskie życie, spotkania z przyjaciółmi, znajomymi i rodziną były na porządku dziennym. Nieraz wracałam z pracy a tam już pełen dom ludzi. Ale odkąd zaczęły się nasze problemy finansowe nagle zrobiła się pustka. Na początku nawet nam to odpowiadało, musieliśmy sami to wszystko przeżuć i przetrawić i nawet specjalnie nie zauważyłam, że mało kto nas odwiedza. Z czasem zaczęło mnie to zastanawiać. Dlaczego? Co takiego się stało, że już nas nie lubią? i wiem, nas teraz nie stać na imprezy zakrapiane alkoholem ( który głównie był przez nas sponsorowany), na stawianie pizzy itd itp. Ale mam ich gdzieś, ci którzy już nie przyjeżdżają są nic nie warci, nie potrzeba nam ich obecności, niech spier..............!!!!!!!!!!!! Ale najgorzej zabolało, jak najbliższa, ukochana siostra odwróciła się od nas, płakałam po nocach, nie rozumiałam dlaczego? ja jej tak bardzo potrzebowałam, a ona nagle przestała dzwonić, jak ja do niej dzwoniłam to było krótko i rzeczowo, nie rozumiałam dlaczego, ale już wiem.......... Ona się bała, że może poproszę o pomoc, że będę chciała kasę pożyczyć ( chociaż sama nie raz od nas pożyczał min. na samochód nie małą sumkę), a ja głupia czekałam kiedy ona mi zaproponuje pomoc, kiedy zapyta czy mam z dzieciakami co do gara włożyć, a uwierzcie, że były momenty że naprawdę nie było nic. No ale cóż, trzeba było przełknąć to ziarnko goryczy i iść dalej, dla męża i dzieci..... Dzisiaj nasze kontakty są oschłe, bezuczuciowe, spotykamy się głownie u mamy, nie ma spontanu, przyjazdów bez zapowiedzi itp itd........ Dużo czasu zajęło mi pogodzenie się z tym, ale teraz już wiem, nigdy, przenigdy jej nie pomogę, choćby jej świat ( tak jak teraz mój) zawalił jej się na łeb :)
Sorki, że tak pluję jadem, ale to tak cholernie boli, rozdziera serce na strzępy, gdzie są  Ci wszyscy przyjaciele, no pytam, gdzie jeteście????????????????


















niedziela, 12 stycznia 2014

Kochani, nie chcę zanudzać ale żebyście zrozumieli muszę opisać swoją historię.
Byliśmy normalną, teoretycznie szczęśliwą rodziną, mąż, córka, ja siódmy miesiąc ciąży i nagle świat zawirował, wszystko się wydało, zaczęło się piekło, czas stanął w miejscu.Był wielki wstyd, strach i niepewność jutra. Najpierw straszyli prokuraturą, później zaproponowali ugodę z krótkim terminem spłaty, niemożliwym do osiągnięcia, ale dla mnie najważniejszy był on, on czyli mąż, co zrobi , czy mnie zostawi, porzuci? Miał do tego prawo, czekałam na jego decyzję, płakałam, załamałam się psychicznie.
A on jak rycerz, jak bohater, pocieszał, całował, pilnował w dzień i noc żebym nie zrobiła czegoś głupiego, wtedy zrozumiałam, że on naprawdę mnie kocha, tak szczerze...................
I zaczęliśmy walczyć................ o dom, o siebie, o marzenia i lepsze jutro. To było półtora roku temu, myśleliśmy, że damy radę, on wyjechał do Niemiec i wszystko miało być różowe, jednak nie było............. najpierw nieuczciwy pracodawca, później brak roboty i koło zatoczyło okrąg. Niemoc, strach, wstyd i tak w kółko. W piątek zapukał komornik, machina ruszyła................. Na początku była załamka, mówiłam poddaję się, nie damy rady, zaczniemy od nowa, z drugiej strony strach, jak to będzie, co powiemy rodzinie, dzieciom, przecież to co mamy to ojcowizna. On ze mną ja z nim. Jedna wspólnie nieprzespana noc, przepłakana, poddajemy się nie mamy siły, z drugiej strony to tylko 25 tyś a my nie wiemy jak je zdobyć..........
Dziś podjęłam decyzję, nie !!!!!!!!!!!!!!!!!!! nie poddam się bez walki!!!!!!!!!!!!!!!!!! nie zrobiłam nikomu krzywdy, nikt prze ze mnie nie ucierpiał!!!!!!!!!!!!!!!!!! nikt nie uronił łzy!!!!!!!!!! będę walczyć do końca!!!!!!!!!!!! dopóki starczy sił !!!!!!!!!!!!!!!!!

BO DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zaczynamy,
długo nosiłam się z myślą aby założyć bloga, ale jakoś zawsze brakowało czasu, odwagi albo może czegoś innego......................
na blogu będę opisywała moje życie, życie które sama sobie zasrałam, a teraz zaczynam walkę , podnoszę głowę i zaczynam walczyć o marzenia, marzenia swoje, swojego męża i dzieci. Upadłam, bardzo nisko, lecz czas się podnieść, unieść głowę do góry, pokazać wszystkim, że potrafię, że dam radę. Będę walczyła do końca, bo "dopóki walczysz jesteś zwycięzcą".